poniedziałek wieczór,
samotnie czekasz na powrót z pracy lub choćby telefon, z którego dowiesz się, że coś się wydarzyło,
że jeszcze godzina lub dwie,
że z kolacją to jednak nie czekaj,
najlepiej połóż się spokojnie do łóżka,
że da sobie radę i postara się nie budzić, będzie jak wróci

czy w zasadzie jeszcze czekasz, a może bardziej zaczynasz przewidywać,
wiesz choć wiedzieć nie chesz,
w końcu przyjdzie weekend i będzie jak kiedyś,
bez możliwości ucieczki tam gdzie nie chcesz wiedzieć,
bez czekania i bez strachu o nie wypowiedziane,
ze spokojem łudząco przypominającym rodzinną sielankę

poniedziałek wieczór,
czekasz na wizytę lub telefon,
oby nie było jak ostatnio, kłopoty w domu i niestety,
dzisiaj nie dam rady,
oby dziś było inaczej, bo weekend był taki długi,
bez rozmowy choćby o niczym, bez żadnej wiadomości

o! proszę, wreszcie dzwoni,
jakie wino kupić, może masz na coś ochotę,
cóż za troska, brzmi prawie jak miłość,
jakby się zapomnieć na moment, to nawet można by pomyśleć, że to zaangażowanie, że ta relacja jest prawdziwa, że ma znaczenie takie same dla dwojga, że jest coś warta, że…

nadszedł w końcu piątek,
teraz wreszcie możesz planować,
teraz znowu codzienne życie wraca do łask,
teraz nie ma pracy z wydłużonymi wieczorami,
z brakiem zasięgu, z brakiem obecności czy chęci na rozmowy

teraz na chwilę możesz pomyśleć, że znowu jest jak dawniej,
możesz spokojnie odetchnąć, włączyć tryb rodzinny i zapomnieć na moment o tym, o czym myśleć nie warto, bo jak nie myślisz to się nie wydarza,
to nic, że uczuć jakby trochę mniej,
że rozmowy trochę bardziej się rwą,
że już nie czujesz tej samej uwagi, czułości i swobody,
przecież każdy wie, że po tylu latach…

nadszedł niestety piątek,
znowu trzeba przetrwać weekend bez kontaktu,
udawać, że nic się nie dzieje, że kompletnie nie ma to dla Ciebie znaczenia, że przecież masz swoje życie, swoje plany i wreszcie nadrobisz brak czasu z tygodnia

zabijasz ten czas przez różne zajęcia,
spotkania z przyjaciółmi, którym opowiadasz jak cudownie, że wreszcie nadszedł weekend,
ale bystre oko przyjaciółki właśnie wyłapało ten sztuczny uśmiech,
ona już wie, że Ci źle, że czekasz na to, co nie nadejdzie,
że weekend dla Ciebie to czas trudny,
że najlepiej usunąć te dni z kalendarza,
że jak wszyscy wyjdą to Twoja samotność przekroczy wszelkie znane Ci granice, ale dasz radę…

po której kolwiek jesteś stronie,
bez względu na to czy pozostają Ci w udziale rodzinne weekendy,
czy kradzione chyłkiem tygodnie,
czy może łączenie tych dwóch światów,
z ogromną starannością, żeby żaden całkowicie nie runął,
niezależnie od tego, jaka jest Twoja rola dzisiaj, warto zapytać siebie czego w zasadzie potrzebujesz, co trzyma Cię w konkretnej roli,
jak długo i na jakich zasadach masz w sobie gotowość do jej kontynuowania,
ile jesteś w stanie poświęcić siebie i innych biorących udział w tej grze

moje obserwacje i rozmowy prowadzone wśród osób znanych mi bardziej lub mniej, nasuwają mi wiele wątpliwości,
czy którakolwiek z tych ról może dać prawdziwą radość,
myślę, że żadna z nich, nie pozwala poczuć się ze sobą naprawdę dobrze, żadna z nich nie pozostawia bez żalu, zawodu, poczucia pustki i dyskomfortu

i bez znaczenia jest czy czujesz smutek i żal w weekend czy w tygodniu,
bez znaczenia pozostaje, że nie wiesz mimo, że przecież czujesz i jednak wiesz,
bez znaczenia pozostaje, że akceptujesz czego zakceptować nie możesz,
bez znaczenia pozostaje, że masz szczęście, którego pełnym szczęściem na każdy dzień nie nazwiesz

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie opublikowany.Pola wymagane oznaczone są *

Możesz używać tych tagów HTML: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>